


Rankiem, ale niezbyt wczesnym, udałam się do łazienki w celu poprawienia urody. Niektórym paniom udaje się to za pomocą prostego makijażu. Mnie się nie udało, jednak dzięki próbie dokonania tego cudu - dowiedziałam się w jaki sposób znika moja biżuteria.
Podniosłam do oka sprzęt zwany tuszem do rzęs, wbiłam wzrok w lustro - ale zamiast skupić się na czynności, kątem oka dostrzegłam szybki, zwinny ruch. Zamarłam z dłonią przy oku i patrzę...
A kocia łapa, szybkimi zgrabnymi ruchami raz po raz zanurza się w koszyczku z osobistymi drobiazgami (moimi). Bezszelestnie, namierzyła cel - ale łańcuszek wysuwał się spomiędzy pazurów. Spojrzała na mnie, oceniła ryzyko, po czym prędka jak polujący dziki kot podskoczyła do góry, zanurzyła na ułamki sekundy łebek w koszyczku. Wynurzyła się i z bransoletką między zębami próbowała opuścić miejsce zbrodni.